José i Tyler? To było naprawdę wielkie zaskoczenie.
Podbiegłam do Hiszpana by mu pomóc a dodatkowo do tego
dostałam ledwo przytomnego Tylera, który jak zwykle przesadził z ilością
alkoholu. Za pewne nie zdziwiłoby mnie to gdyby nie fakt, że José znał jego
imię w takim razie musieli się poznać, a więc bardzo prawdopodobne, że José
dowiedział się czegoś co raczej powinien dowiedzieć się ode mnie, a nie od pijanego Tylera. Wiedziałam żeby nie spędzać
pół wieczoru z Sophie, która zresztą po godzinie nie była nawet w stanie wstać,
a później skończyła nad miską. Jedynym plusem był fakt, że miałam okazję poznać
Josha, który wydał mi się podejrzanym mężczyzną przez co nie zdobył mojego
zaufania. Jego zachowanie było jakby wymuszone i cokolwiek nie powiedział
Sophie od razu to robiła nie zwracając uwagi na innych. Może błędnie go
oceniłam, ale na dzień dzisiejszy jestem pewna, że to nie jest mężczyzna godny
blondynki.
-Chcesz go zawieźć do domu?- zapytałam zaskoczona
spoglądając na blondyna, który spał oparty o drzewo.
-Znasz go może?- zapytał José unosząc się z ziemi chowając
brudną chusteczkę do kieszeni. Spojrzałam to raz na blondyna to na bruneta, a
kiedy usłyszałam pytanie Hiszpana bez zastanowienia odpowiedziałam:
-Nie- przygryzłam dolną wargę obserwując jak José podchodzi
do Tylera i nachyla się nad nim zaraz później klepiąc go w policzek. Ta cała
sytuacja nie podobała mi się ani trochę, wiedziałam, że jeśli Tyler się ocknie
może coś palnąć, a ja później będę się musiała tłumaczyć z kłamstwa, którego
wcale nie chciałam popełnić. Może powinnam się przyznać, że go znam, ale jakby
to wyglądało jakbym nagle zaczęła opowiadać, że jest to mój były, z którym
byłam dwa lata związana.
-Zadzwoń po taksówkę, dobra?- odezwał się Hiszpan wciąż
próbując obudzić Tylera, który jedynie mamrotał coś pod nosem. Wyciągnęłam
komórkę i bez zastanowienia wykonałam telefon, o który zostałam poproszona.
–Tyler wstawaj- José wciąż klepał mężczyznę po policzku, a kiedy on się ocknął brunet
pomógł mu wstać na równe nogi, co nieco sprawiło mu trudności dlatego pomogłam
im zarzucając sobie Tylera rękę na ramię.- Gdzie mieszkasz?- zapytał Tylera
kiedy ten wciąż o zamkniętych oczach stał oparty o drzewo nucąc sobie piosenkę
pod nosem.
-5 Es 4 tree- wybełkotał Tyler a José zmierzył mnie jedynie
wzrokiem nie bardzo rozumiejąc słowa mężczyzny.
-Gdzie?- zapytał Hiszpan nachylając się nad blondynem by tym
razem lepiej móc go usłyszeć.
-507 West 4th Street- odpowiedziałam, a José spojrzał na
mnie lekko zaskoczony. Wzruszyłam ramionami uśmiechając się delikatnie.
-Jak Ty to zrozumiałaś?- zapytał, a ja jedynie zacisnęłam
usta w wąską linię mając szczęście, że w tym momencie akurat nadjechała
taksówka. Oboje pokierowaliśmy się w stronę pojazdu wsadzając do niego
półprzytomnego Tylera, które ledwo chodził o własnych siłach.
-Ja pojadę z nim, a Ty weź motor- zaproponowałam łapiąc za
drzwi taksówki jednak w tym samym momencie José chwycił mnie za rękę.
-Nie pozwolę Ci byś jechała z obcym mężczyzną-
zakomunikował, na co ja uśmiechnęłam się pod nosem schylając się lekko by
zobaczyć blondyna, który gadał coś pod nosem bardzo prawdopodobne, że do
taksówkarza.
-Przecież nic mi się nie stanie, on ledwo żyje poza tym będę
w taksówce, spokojnie- uśmiechnęłam się gładząc dłoń mężczyzny, która
spoczywała na moim nadgarstku.
-W porządku, będę jechał tuż za Wami- oznajmił José całując
mnie w czółko po czym nachylił się nad samochodem zaglądając do środka.
–Trzymaj się Stary- Hiszpan odszedł od taksówki, do której ja się wślizgnęłam
machając mu przez szybę. Gdy ruszyliśmy pierwsze co to obejrzałam się do tyłu
chcąc upewnić się, że brunet jedzie za nami, oczywiście tak było. Był dosłownie
metr za taksówką przez co czułam się bezpiecznie. Spojrzałam na Tylera, który w
tym momencie akurat uchylił powieki
przenosząc wzrok na mnie. Przełknęłam głośno ślinę ściskając torebkę leżącą na
moich kolanach.
-Hope, ko- odezwał się blondyn opadając na moje ramie i
obejmując mnie swoją ręką zaczął całować mnie po policzku.- chanie- dodał po
chwili uśmiechając się pod nosem.
-Tyler odsuń się- wysyczałam odpychając mężczyznę, który
opadł na drugi bok przylegając tym samym policzkiem do zimnej szyby. Blondyn
uśmiechnął się pod nosem zaraz później zamykając oczy.
-Wciąż - odezwał się znowu ocierając swoją twarz dłońmi.-Ja
wciąż –dodał, jednak ja nadal nie wiedziałam co chce powiedzieć i chyba
wolałabym zostać w tej nieświadomości- Cię kocham- wybełkotał mężczyzna przez
co ledwo zrozumiałam jego słowa. Nie
odpowiedziałam nic nie chcąc wdawać się z nim w niepotrzebną rozmowę, która za
pewne skończyłaby się na kłótni.
-Jesteśmy na miejscu- zakomunikował taksówkarz zatrzymując
się przed dobrze znanym mi blokiem. Wzięłam głęboki oddech i nim zdążyłam
zareagować drzwi od strony Tylera się otworzyły, a w nich ujrzałam José, który
posłał w moim kierunku szeroki uśmiech. –To będzie trzynaście dolarów- odezwał
się mężczyzna siedzący za kółkiem. Zaczęłam szukać portfela w torebce jednak José
mnie uprzedził wręczając mężczyźnie pieniądze ,a mi jedynie puszczając oczko.
Hiszpan pomógł Tylerowi opuścić samochód i całą trójką pokierowaliśmy się w
stronę bloku przed którym się zatrzymaliśmy. W duchu modliłam się by blondyn
nic nie mówił, ręce mi drżały a w brzuchu normalnie buzowało od połączenia
sałatki z drinkami, które były naprawdę kiepskie.
-Czekaj znajdę jego klucze- oznajmiłam wsadzając ręce do
jego kieszeni od spodni.
-Wiedzia-odezwał się Tyler śmiejąc się pod nosem i wymachując
rękoma na prawo i lewo-łem, że- zrobił sobie krótką przerwę zatrzymując tym
samym swoje ręce w powietrzu- czujesz coś do mnie- wybełkotał blondyn a José
zmierzył mnie wzrokiem nie bardzo wiedząc o co chodzi. Kiedy poczułam
klucze w jego kieszeni dźgnęłam go
najpierw palcem by zamilkł, a dopiero później wyciągnęłam to czego szukałam.
Uśmiechnęłam się do José chcąc by jak najszybciej przestał się zastanawiać o co
chodzi ledwo stojącemu na nogach mężczyźnie. Trójką udaliśmy się do bloku gdzie
wsiedliśmy do windy naciskając guzik z odpowiednim numerem. Widziałam jedynie
jak José mierzy mnie wzrokiem za pewne zastanawiając się skąd wiem, które
piętro.
-Powiedział mi w taksówce- szepnęłam po czym skinęłam głową
na Tylera uśmiechając się pod nosem.
-Chyba będę rzygał- zaśmiał się Tyler opierając się o ścianę.
Wraz z brunetem na słowa blondyna odsunęliśmy się od niego, a
on jedynie wybuchnął gromkim śmiechem najwidoczniej będąc rozbawiony ową
sytuacją. –Żartwałem- odezwał się nie mogąc przestań się śmiać- Żartowłem-
próbował się poprawić jednak i tym razem słowo, o które mu chodziło nie
zabrzmiało tak jak powinno.- Żartowałem- krzyknął unosząc dłonie ku górze i sam
sobie przybił piątkę będąc niezmiernie z siebie dumnym. Oboje z José
przyglądaliśmy się mu z ciekawością ,a Hiszpan jedynie kręcić głową z
niedowierzaniem i uśmiechem dosłownie naklejonym na twarzy. Kiedy dojechaliśmy
na wyznaczone piętro wyszliśmy z windy udając się pod drzwi od mieszkania. Bez
zastanowienia wsadziłam klucz w drzwi i przekręciłam nim dwa razy po czym
otworzyłam je wpuszczając przodem José, z Tylerem u boku. Pokierowaliśmy się do
sypialni gdzie José położył na łóżku mężczyznę, a ja nakryłam go kocem po czym
oboje wyszliśmy z pokoju. Wraz z brunetem opuściliśmy mieszkanie delikatnie
zatrzaskując za sobą drzwi i bez słowa udaliśmy się do windy.
-Znasz go- odezwał się brunet na co ja wstrzymałam powietrze
i zacisnęłam ze zdenerwowania zęby. Poczułam się jakbym zaraz miała upaść gdyż
nogi dosłownie zrobiły mi się miękkie.
-Co?- zapytałam spoglądając na towarzysza jednak szybko
spuściłam z niego wzrok wiedząc, że nie potrafię patrzeć na niego kiedy
kilkanaście minut temu okłamałam go nie zdając sobie sprawy jak szybko prawda
wyjdzie na jaw.
-Widziałem w jego mieszkaniu Wasz wspólne zdjęcie jak się
całujecie- odezwał się José z nieco uniesionym głosem po czym opuściliśmy
budynek zatrzymując się przy motorze. Przełknęłam głośno ślinę wpatrując się w
ziemię, która na tę chwilę wydawała mi się naprawdę interesująca. –Jest to Twój
chłopak? A może narzeczony? Tylko proszę nie mów, że mąż, a obrączkę po prostu
ściągnęłaś- José znowu odezwał się z lekko uniesionym głosem zaraz później
parsknął machając przy tym ręką.- Nie ważne, wracajmy- odezwał się podając mi
kask i nie czekając nawet na moją odpowiedź usiadł na motorze czekając aż
zrobię to samo.
- José- zaczęłam jednak nie było mi dane dokończyć gdyż
mężczyzna w tym samym momencie odpalił motor.
-Po prostu wracajmy- przerwał mi brunet, a ja nie chcąc go
jeszcze bardziej denerwować usiadłam za nim niepewnie go obejmując. Jazda
motorem chyba pierwszy raz wydała mi się taka szybka, dosłownie miałam wrażenie,
że tylko mrugnęłam okiem a już byliśmy pod moim blokiem. Zsiadłam z pojazdu ściągając przy tym kask,
który zaraz później wręczyłam mężczyźnie. José nawet nie zgasił motoru jak miał
w zwyczaju robić, po prostu czekał aż odejdę. –Dobranoc- odezwał się próbując
się uśmiechnąć jednak tym razem nie wyszło mu to tak dobrze jak zawsze. Już
chciałam coś powiedzieć kiedy to on odjechał nie pozwalając mi tym sposobem na
żadne wyjaśnienie.
*
Obudziłam się koło dziewiątej zdając sobie sprawę, że w te
wakacje jeszcze ani razu porządnie się nie wyspałam. Przez chwilę myślałam o
tym, że właśnie dzisiaj mogę spędzić cały dzień w łóżku jednak szybko odgoniłam
tę myśl chcąc jak najprędzej spotkać się z José i wyjaśnić całą wczorajszą
sytuację, przez którą miałam problem z zaśnięciem. Oczywiście rozumiałam złość
Hiszpana, miał do tego prawo w końcu go okłamałam, jednak z drugiej strony mógł
dać mi dojść do słowa, cokolwiek wyjaśnić zamiast tego wolał to przemilczeć i
odjechać. Wstałam z łóżka kierując się do łazienki, w której doprowadziłam się
do porządku co zajęło mi około czterdziestu minut gdyż podczas prysznica
zastanawiałam się co właściwie powinnam powiedzieć José. Ubrałam na siebie
krótkie jeansowe spodenki z wysokim stanem i do tego luźną, krótką białą
bluzkę. Nawet nie miałam ochoty na śniadanie, na oglądanie porannych wiadomości
czy po prostu posiedzenie na kanapie i po zastanawianie się nad swoim życiem,
jedyne czego pragnęłam to znowu ujrzeć uśmiech na twarzy Hiszpana. Wślizgnęłam
stopy w białe converse i zatrzaskując za sobą drzwi pokierowałam się w stronę
schodów, które pokonałam w zaskakująca szybkim tempie i nawet pozwoliłam sobie
na zeskoczenie z ostatnich trzech stopni. Ben jak zwykle przywitał mnie szerokim
uśmiechem, który dzisiejszego dnia trudno było mi odwzajemnić jednak zrobiłam
co w mojej mocy i chyba nie wypadło tak źle. Stanęłam przed ulicą rozglądając
się czy nie jedzie żaden samochód , a kiedy okazało się, że droga jest pusta
przebiegłam szybko znajdując się przed
blokiem mężczyzny. Wzięłam głęboki oddech pchając szklane drzwi. Za długą ladą
siedział starszy mężczyzna zupełnie różniący się od Bena, uśmiechnął się do
mnie szeroko pytając w czym pomóc i oczywiście w pierwszej chwili nie chciał
mnie wpuścić na górę. Kilka uśmiechów i po sprawie, musiałam skłamać, że idę
zrobić niespodziankę znajomym na co
mężczyzna się nabrał i pozwolił mi wejść. Uwierzcie mi też nie podoba się fakt,
że znowu musiałam kogoś oszukać.
Wbiegłam po schodach na drugie piętro i kiedy zatrzymałam
się przed drzwiami do mieszkania oparłam
dłonie o kolana nachylając się lekko do przodu by móc wyrównać tym sposobem mój
oddech. Zapukałam dwa razy do drzwi i po
chwili u progu ujrzałam Hiszpana, jednak nie tego, którego się spodziewałam.
Przede mną stanął Antonio w samych jeansach przez co zrobiło mi się gorąco na
widok jego nagiego torsu, od którego nie mogłam oderwać wzroku.
-Jest może José?- zapytałam dochodząc do siebie i przenosząc
wzrok na twarz bruneta, który uśmiechał się szyderczo najwyraźniej zauważając,
że przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w jego idealnie wyrzeźbione ciało.
-Niestety nie, ale wejdź zaraz powinien wrócić- oznajmił
Antonio uchylając szerzej drzwi, w pierwszej chwili się zawahałam jednak mimo
wszystko zdecydowałam się na wejście i poczekanie na José. Musiałam z nim
porozmawiać jak najszybciej. –Napijesz się? –zapytał po chwili brunet unosząc
ku górze whisky.
-Nie dzięki- uśmiechnęłam się siadając na fotelu. Hiszpan
nalał sobie pół szklanki trunku chwilę później opadając na kanapę ,a na stół
kładąc nogi. Chyba nie przeszkadzał mu fakt, że chodzi przy obcej dziewczynie
niemalże goły, wręcz odwrotnie wydawał się być dumny z siebie, a ja co chwile
ukradkiem spoglądałam na jego tors przeklinając się za to w myślach.
-A więc słyszałaś o planach José?