piątek, 14 grudnia 2012

Rozdział 15.


      José i Tyler? To było naprawdę wielkie zaskoczenie.
      Podbiegłam do Hiszpana by mu pomóc a dodatkowo do tego dostałam ledwo przytomnego Tylera, który jak zwykle przesadził z ilością alkoholu. Za pewne nie zdziwiłoby mnie to gdyby nie fakt, że José znał jego imię w takim razie musieli się poznać, a więc bardzo prawdopodobne, że José dowiedział się czegoś co raczej powinien dowiedzieć się ode mnie, a nie od  pijanego Tylera. Wiedziałam żeby nie spędzać pół wieczoru z Sophie, która zresztą po godzinie nie była nawet w stanie wstać, a później skończyła nad miską. Jedynym plusem był fakt, że miałam okazję poznać Josha, który wydał mi się podejrzanym mężczyzną przez co nie zdobył mojego zaufania. Jego zachowanie było jakby wymuszone i cokolwiek nie powiedział Sophie od razu to robiła nie zwracając uwagi na innych. Może błędnie go oceniłam, ale na dzień dzisiejszy jestem pewna, że to nie jest mężczyzna godny blondynki.
-Chcesz go zawieźć do domu?- zapytałam zaskoczona spoglądając na blondyna, który spał oparty o drzewo.
-Znasz go może?- zapytał José unosząc się z ziemi chowając brudną chusteczkę do kieszeni. Spojrzałam to raz na blondyna to na bruneta, a kiedy usłyszałam pytanie Hiszpana bez zastanowienia odpowiedziałam:
-Nie- przygryzłam dolną wargę obserwując jak José podchodzi do Tylera i nachyla się nad nim zaraz później klepiąc go w policzek. Ta cała sytuacja nie podobała mi się ani trochę, wiedziałam, że jeśli Tyler się ocknie może coś palnąć, a ja później będę się musiała tłumaczyć z kłamstwa, którego wcale nie chciałam popełnić. Może powinnam się przyznać, że go znam, ale jakby to wyglądało jakbym nagle zaczęła opowiadać, że jest to mój były, z którym byłam dwa lata związana.
-Zadzwoń po taksówkę, dobra?- odezwał się Hiszpan wciąż próbując obudzić Tylera, który jedynie mamrotał coś pod nosem. Wyciągnęłam komórkę i bez zastanowienia wykonałam telefon, o który zostałam poproszona. –Tyler wstawaj- José wciąż klepał mężczyznę po policzku, a kiedy on się ocknął brunet pomógł mu wstać na równe nogi, co nieco sprawiło mu trudności dlatego pomogłam im zarzucając sobie Tylera rękę na ramię.- Gdzie mieszkasz?- zapytał Tylera kiedy ten wciąż o zamkniętych oczach stał oparty o drzewo nucąc sobie piosenkę pod nosem.
-5 Es 4 tree- wybełkotał Tyler a José zmierzył mnie jedynie wzrokiem nie bardzo rozumiejąc słowa mężczyzny.
-Gdzie?- zapytał Hiszpan nachylając się nad blondynem by tym razem lepiej móc go usłyszeć.
-507 West 4th Street- odpowiedziałam, a José spojrzał na mnie lekko zaskoczony. Wzruszyłam ramionami uśmiechając się delikatnie.
-Jak Ty to zrozumiałaś?- zapytał, a ja jedynie zacisnęłam usta w wąską linię mając szczęście, że w tym momencie akurat nadjechała taksówka. Oboje pokierowaliśmy się w stronę pojazdu wsadzając do niego półprzytomnego Tylera, które ledwo chodził o własnych siłach. 
-Ja pojadę z nim, a Ty weź motor- zaproponowałam łapiąc za drzwi taksówki jednak w tym samym momencie José chwycił mnie za rękę.
-Nie pozwolę Ci byś jechała z obcym mężczyzną- zakomunikował, na co ja uśmiechnęłam się pod nosem schylając się lekko by zobaczyć blondyna, który gadał coś pod nosem bardzo prawdopodobne, że do taksówkarza.
-Przecież nic mi się nie stanie, on ledwo żyje poza tym będę w taksówce, spokojnie- uśmiechnęłam się gładząc dłoń mężczyzny, która spoczywała na moim nadgarstku.
-W porządku, będę jechał tuż za Wami- oznajmił José całując mnie w czółko po czym nachylił się nad samochodem zaglądając do środka. –Trzymaj się Stary- Hiszpan odszedł od taksówki, do której ja się wślizgnęłam machając mu przez szybę. Gdy ruszyliśmy pierwsze co to obejrzałam się do tyłu chcąc upewnić się, że brunet jedzie za nami, oczywiście tak było. Był dosłownie metr za taksówką przez co czułam się bezpiecznie. Spojrzałam na Tylera, który w tym momencie akurat  uchylił powieki przenosząc wzrok na mnie. Przełknęłam głośno ślinę ściskając torebkę leżącą na moich kolanach.
-Hope, ko- odezwał się blondyn opadając na moje ramie i obejmując mnie swoją ręką zaczął całować mnie po policzku.- chanie- dodał po chwili uśmiechając się pod nosem.
-Tyler odsuń się- wysyczałam odpychając mężczyznę, który opadł na drugi bok przylegając tym samym policzkiem do zimnej szyby. Blondyn uśmiechnął się pod nosem zaraz później zamykając oczy.
-Wciąż - odezwał się znowu ocierając swoją twarz dłońmi.-Ja wciąż –dodał, jednak ja nadal nie wiedziałam co chce powiedzieć i chyba wolałabym zostać w tej nieświadomości- Cię kocham- wybełkotał mężczyzna przez co ledwo zrozumiałam jego słowa.  Nie odpowiedziałam nic nie chcąc wdawać się z nim w niepotrzebną rozmowę, która za pewne skończyłaby się na kłótni.
-Jesteśmy na miejscu- zakomunikował taksówkarz zatrzymując się przed dobrze znanym mi blokiem. Wzięłam głęboki oddech i nim zdążyłam zareagować drzwi od strony Tylera się otworzyły, a w nich ujrzałam José, który posłał w moim kierunku szeroki uśmiech. –To będzie trzynaście dolarów- odezwał się mężczyzna siedzący za kółkiem. Zaczęłam szukać portfela w torebce jednak José mnie uprzedził wręczając mężczyźnie pieniądze ,a mi jedynie puszczając oczko. Hiszpan pomógł Tylerowi opuścić samochód i całą trójką pokierowaliśmy się w stronę bloku przed którym się zatrzymaliśmy. W duchu modliłam się by blondyn nic nie mówił, ręce mi drżały a w brzuchu normalnie buzowało od połączenia sałatki z drinkami, które były naprawdę kiepskie.
-Czekaj znajdę jego klucze- oznajmiłam wsadzając ręce do jego kieszeni od spodni.
-Wiedzia-odezwał się Tyler śmiejąc się pod nosem i wymachując rękoma na prawo i lewo-łem, że- zrobił sobie krótką przerwę zatrzymując tym samym swoje ręce w powietrzu- czujesz coś do mnie- wybełkotał blondyn a José zmierzył mnie wzrokiem nie bardzo wiedząc o co chodzi. Kiedy poczułam klucze  w jego kieszeni dźgnęłam go najpierw palcem by zamilkł, a dopiero później wyciągnęłam to czego szukałam. Uśmiechnęłam się do José chcąc by jak najszybciej przestał się zastanawiać o co chodzi ledwo stojącemu na nogach mężczyźnie. Trójką udaliśmy się do bloku gdzie wsiedliśmy do windy naciskając guzik z odpowiednim numerem. Widziałam jedynie jak José mierzy mnie wzrokiem za pewne zastanawiając się skąd wiem, które piętro.
-Powiedział mi w taksówce- szepnęłam po czym skinęłam głową na Tylera uśmiechając się pod nosem.
-Chyba będę rzygał- zaśmiał się Tyler opierając się o ścianę.  Wraz z brunetem  na słowa blondyna odsunęliśmy się od niego, a on jedynie wybuchnął gromkim śmiechem najwidoczniej będąc rozbawiony ową sytuacją. –Żartwałem- odezwał się nie mogąc przestań się śmiać- Żartowłem- próbował się poprawić jednak i tym razem słowo, o które mu chodziło nie zabrzmiało tak jak powinno.- Żartowałem- krzyknął unosząc dłonie ku górze i sam sobie przybił piątkę będąc niezmiernie z siebie dumnym. Oboje z José przyglądaliśmy się mu z ciekawością ,a Hiszpan jedynie kręcić głową z niedowierzaniem i uśmiechem dosłownie naklejonym na twarzy. Kiedy dojechaliśmy na wyznaczone piętro wyszliśmy z windy udając się pod drzwi od mieszkania. Bez zastanowienia wsadziłam klucz w drzwi i przekręciłam nim dwa razy po czym otworzyłam je wpuszczając przodem José, z Tylerem u boku. Pokierowaliśmy się do sypialni gdzie José położył na łóżku mężczyznę, a ja nakryłam go kocem po czym oboje wyszliśmy z pokoju. Wraz z brunetem opuściliśmy mieszkanie delikatnie zatrzaskując za sobą drzwi i bez słowa udaliśmy się do windy.
-Znasz go- odezwał się brunet na co ja wstrzymałam powietrze i zacisnęłam ze zdenerwowania zęby. Poczułam się jakbym zaraz miała upaść gdyż nogi dosłownie zrobiły mi się miękkie.
-Co?- zapytałam spoglądając na towarzysza jednak szybko spuściłam z niego wzrok wiedząc, że nie potrafię patrzeć na niego kiedy kilkanaście minut temu okłamałam go nie zdając sobie sprawy jak szybko prawda wyjdzie na jaw.
-Widziałem w jego mieszkaniu Wasz wspólne zdjęcie jak się całujecie- odezwał się José z nieco uniesionym głosem po czym opuściliśmy budynek zatrzymując się przy motorze. Przełknęłam głośno ślinę wpatrując się w ziemię, która na tę chwilę wydawała mi się naprawdę interesująca. –Jest to Twój chłopak? A może narzeczony? Tylko proszę nie mów, że mąż, a obrączkę po prostu ściągnęłaś- José znowu odezwał się z lekko uniesionym głosem zaraz później parsknął machając przy tym ręką.- Nie ważne, wracajmy- odezwał się podając mi kask i nie czekając nawet na moją odpowiedź usiadł na motorze czekając aż zrobię to samo.
- José- zaczęłam jednak nie było mi dane dokończyć gdyż mężczyzna w tym samym momencie odpalił motor.
-Po prostu wracajmy- przerwał mi brunet, a ja nie chcąc go jeszcze bardziej denerwować usiadłam za nim niepewnie go obejmując. Jazda motorem chyba pierwszy raz wydała mi się taka szybka, dosłownie miałam wrażenie, że tylko mrugnęłam okiem a już byliśmy pod moim blokiem.   Zsiadłam z pojazdu ściągając przy tym kask, który zaraz później wręczyłam mężczyźnie. José nawet nie zgasił motoru jak miał w zwyczaju robić, po prostu czekał aż odejdę. –Dobranoc- odezwał się próbując się uśmiechnąć jednak tym razem nie wyszło mu to tak dobrze jak zawsze. Już chciałam coś powiedzieć kiedy to on odjechał nie pozwalając mi tym sposobem na żadne wyjaśnienie.

*

      Obudziłam się koło dziewiątej zdając sobie sprawę, że w te wakacje jeszcze ani razu porządnie się nie wyspałam. Przez chwilę myślałam o tym, że właśnie dzisiaj mogę spędzić cały dzień w łóżku jednak szybko odgoniłam tę myśl chcąc jak najprędzej spotkać się z José i wyjaśnić całą wczorajszą sytuację, przez którą miałam problem z zaśnięciem. Oczywiście rozumiałam złość Hiszpana, miał do tego prawo w końcu go okłamałam, jednak z drugiej strony mógł dać mi dojść do słowa, cokolwiek wyjaśnić zamiast tego wolał to przemilczeć i odjechać. Wstałam z łóżka kierując się do łazienki, w której doprowadziłam się do porządku co zajęło mi około czterdziestu minut gdyż podczas prysznica zastanawiałam się co właściwie powinnam powiedzieć José. Ubrałam na siebie krótkie jeansowe spodenki z wysokim stanem i do tego luźną, krótką białą bluzkę. Nawet nie miałam ochoty na śniadanie, na oglądanie porannych wiadomości czy po prostu posiedzenie na kanapie i po zastanawianie się nad swoim życiem, jedyne czego pragnęłam to znowu ujrzeć uśmiech na twarzy Hiszpana. Wślizgnęłam stopy w białe converse i zatrzaskując za sobą drzwi pokierowałam się w stronę schodów, które pokonałam w zaskakująca szybkim tempie i nawet pozwoliłam sobie na zeskoczenie z ostatnich trzech stopni. Ben jak zwykle przywitał mnie szerokim uśmiechem, który dzisiejszego dnia trudno było mi odwzajemnić jednak zrobiłam co w mojej mocy i chyba nie wypadło tak źle. Stanęłam przed ulicą rozglądając się czy nie jedzie żaden samochód , a kiedy okazało się, że droga jest pusta przebiegłam szybko znajdując się  przed blokiem mężczyzny. Wzięłam głęboki oddech pchając szklane drzwi. Za długą ladą siedział starszy mężczyzna zupełnie różniący się od Bena, uśmiechnął się do mnie szeroko pytając w czym pomóc i oczywiście w pierwszej chwili nie chciał mnie wpuścić na górę. Kilka uśmiechów i po sprawie, musiałam skłamać, że idę zrobić niespodziankę znajomym  na co mężczyzna się nabrał i pozwolił mi wejść. Uwierzcie mi też nie podoba się fakt, że znowu musiałam kogoś oszukać.
Wbiegłam po schodach na drugie piętro i kiedy zatrzymałam się przed drzwiami do mieszkania  oparłam dłonie o kolana nachylając się lekko do przodu by móc wyrównać tym sposobem mój oddech.  Zapukałam dwa razy do drzwi i po chwili u progu ujrzałam Hiszpana, jednak nie tego, którego się spodziewałam. Przede mną stanął Antonio w samych jeansach przez co zrobiło mi się gorąco na widok jego nagiego torsu, od którego nie mogłam oderwać wzroku.
-Jest może José?- zapytałam dochodząc do siebie i przenosząc wzrok na twarz bruneta, który uśmiechał się szyderczo najwyraźniej zauważając, że przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w jego idealnie wyrzeźbione ciało.
-Niestety nie, ale wejdź zaraz powinien wrócić- oznajmił Antonio uchylając szerzej drzwi, w pierwszej chwili się zawahałam jednak mimo wszystko zdecydowałam się na wejście i poczekanie na José. Musiałam z nim porozmawiać jak najszybciej. –Napijesz się? –zapytał po chwili brunet unosząc ku górze whisky.
-Nie dzięki- uśmiechnęłam się siadając na fotelu. Hiszpan nalał sobie pół szklanki trunku chwilę później opadając na kanapę ,a na stół kładąc nogi. Chyba nie przeszkadzał mu fakt, że chodzi przy obcej dziewczynie niemalże goły, wręcz odwrotnie wydawał się być dumny z siebie, a ja co chwile ukradkiem spoglądałam na jego tors przeklinając się za to w myślach.
-A więc słyszałaś o planach  José?